nastrojowo
Pogoda wewnętrzna i nie tylko
-
Tylko nie przestać się zachwycać…
Zachwycam się książkami, pięknymi w nich bohaterami, a potem sobie myślę, że przecież to zazwyczaj życie je pisze, więc… zachwycam się życiem. Lekcję z tego, oczywiście odrabiam codziennie, ale pewnie ważne, żeby w ogóle zacząć. Zachwycam się filmem, wtedy wyciskam z niego jak najwięcej, odtwarzając bez końca… Zachwycam się muzyką, kiedy mi się spodoba, słucham tej konkretnej cały czas, śpiewam i nucę, gdziekolwiek bym była. Robię to nawet teraz, pisząc o zachwycaniu się 😉 Znajoma powiedziała kiedyś, że teraz to ja żadnej książki nie przeczytam. Obowiązki, dzieci, cały dom… Na emeryturze to tak. Zadrżałam i zbuntowałam się. I postanowiłam zawalczyć! Czytam. Ostatnio niemało, bo na mojej liście są też piękne…
-
Dynię jemy, dynią dekorujemy, dynię wykorzystujemy
A co powiecie na taki przepis dekoracyjny i całkiem jesienny? po pierwsze dynię wydrążyć i zużyć w potrawie (np. jako zupa krem lub dodatek warzywny do makaronu); po drugie wyłożyć folią (do nabycia prawie w każdej kwiaciarni); po trzecie wypełnić ciasno dynię, nasączoną wcześniej gąbką florystyczną (do nabycia w sklepach ogrodniczych lub u zaprzyjaźnionej kwiaciarki); po czwarte umocować świecę; po piąte powtykać w gąbkę kwiaty; po szóste pójść do kuchni celem przyrządzenia sobie czegoś dobrego z dyni 😛 Wcale nietrudna, dekoracja ze świecą niekoniecznie na stół 😉 Smacznego!
-
Nie umiem nie zbierać kasztanów
Żadne dziecko nie przejdzie obojętnie obok tych brązowych owoców kasztanowca. Niewielu dorosłych się nie schyli, żeby choć jednego, dwa, trzy wrzucić do kieszeni. Kasztany, bez których nie ma jesieni. Ostatniej wietrznej nocy tyle ich spadło, że z porannego spaceru z psem wróciłam z pełnymi siatami kasztanów. Hm, na kotlety ich nie przerobię, chociaż w dziecięcej kuchni robią za zupę, pulpety, ciastka i cukierki 😛 Misie i lalki są wreszcie najedzone! Pozostaje jeszcze zrobić ludziki… A z serii dekoracji jesiennych wypełnić nimi jakieś szkło, ozdobić tacę ze świecami… Co komu akurat we wnętrzu pasuje 🙂 A Wy zbieraliście już w tym roku kasztany? 🙂
-
30 września, piątunio, i…
…Panowie, Mężczyźni, Koledzy, CHŁOPAKI !!! W dniu Waszego święta spełniania największych marzeń, zdobywania najwyższych szczytów, i niekończącego się nigdy Kochania… Uwielbiamy Was, bądźcie zawsze sobą i pamiętajcie, że to właśnie jest super 😀 Dużo buziaków i przytulaków niech Wam się dziś przydarzy – przyjmijcie też te ode mnie 😉
-
Lubię ładne rzeczy…
… a jeszcze bardziej lubię, kiedy sama je sobie zrobię 😉 Po robieniu z lawendą zostało mi trochę zielonej krateczki – takie paski materiału, które właściwie już się nie przydadzą. A jednak – do tego słoik i pomysł, co w nim można przechowywać… Lampion (już było: http://mamadekoruje.pl/2016/05/14/lampion-na-swieczniku-czyli/), skarbiec na kamyczki z nad morza, wazon lub po prostu pojemnik na ołówki! Bardzo proszę, jaki przystojny! Miał posłużyć mnie, ale synek zabrał do swojego pokoju… Hm, zrobię sobie drugi 😉
-
Teraz mi pachnie :-)
Pamiętacie wpis i zdjęcia suszącej się lawendy? Po powrocie z urlopu (trochę tyłem i nie od razu) zbierałam się do zrobienia woreczków zapachowych. Kiedy już przystąpiłam do pracy, zapachniało pięknie lawendą, a ja z zrelaksowana aromatem zaczęłam komponować sobie dekoracje. To takie łatwe i wcale nie jest czasochłonne, pod warunkiem, że wcześniej przygotujemy materiały, które będą nam potrzebne. A są to: większy kawałek ładnego materiału (możemy kupić, ale można też wyszukać w domu); ozdobne wstążki i tasiemki; gumki recepturki (wygodnie złapać materiał i uformować tak, jak chcemy, a dopiero potem przewiązać wstążeczką); nożyczki, czasem igła i nitka, no i oczywiście ta suszona 😉 Pierwsze dwa woreczki w ostatni…
-
Oszustką jest…
Jesień. Choć uwielbiam ją, jak nikt i wybaczam jej zarazem, to właśnie tak wczoraj o niej pomyślałam. Pijąc kawę wśród kwiatów na moim balkonie, gdzie uparte słońce grzało buzię poczułam jeszcze lato. Nadal przecież trwa, nawet jeśli pogoda zmieni zdanie, to kalendarz się nie złamie 😉 Prawie cały wrzesień. Słońce rozleniwiło umysł i mięśnie, a tu nie wakacje. Tu rok szkolny i przedszkolny. Puk puk, nie jestem na plaży, lecz osadzona gdzieś w codzienności z zadaniami na resztę dnia. Czyli draństwo – oszukaństwo! Bo nie dość, że trzeba ogarnąć się po urlopie, strzepać ze spódnicy resztki lata, a z kieszeni ulubionej bluzy wysypać piasek, to zwyczajnie wracamy do pracy. Rok…
-
MiSie od muszenia…
Kiedy po raz pierwszy powiedziałam „chcieć to móc” nie wierzyłam w te słowa ani przez chwilę. To ogromny, czasochłonny i chyba nigdy niekończący się proces, aby poczuć energię tego powiedzenia. I tak naprawdę koło jest zamknięte, bo jeśli nie uwierzymy, to się zwyczajnie nie stanie. Czysta energia pozytywnego myślenia. Zmusiłam się kiedyś, aby stało się to moim mottem trochę na przekór sobie i aby zacząć to sprawiać. I w ogóle sprawdzić, czy się da. Pamiętam, jak w liceum pisałam wypracowanie „Każdy jest kowalem swojego losu”. Po prawie dwudziestu latach dopisałabym „Każdy, kto w to wierzy, jest tym kowalem…”. I tu przychodzi mi na myśl właściwie nieistniejące gramatycznie w naszym języku…
-
Mój inny parawan
Nie mogę uwierzyć, że wakacje dobiegają końca, a ja wróciłam właśnie z nad mojego ukochanego Bałtyku, za którym znowu będę tęsknić cały rok… Czas płynie szybko, ale najszybciej zawsze na urlopie. Zawsze wtedy, gdy mamy wolne od codziennych obowiązków. Mamy tyle planów na to nasze wolne, że w stresie przystępujemy do pierwszego dnia, w którym zazwyczaj jest daleka podróż. I pierwszy schodek – pochmurno, a zapowiadali, że będzie słońce! Od tego momentu biegnie lawina problemów, na fali której dojeżdżamy na miejsce. Jesteśmy tak zmęczeni napięciem pogodowym, że moment, do którego większość z nas odlicza zaraz od sylwestra, dostaje szarych barw… Czemu nie cieszy ta chwila? Bo nie tak ją sobie…
-
Lawenda się suszy, będą sakiewki z zapachem…
Ale zanim zrobię te sakiewki, zanim zwinę ładnie w zgrabne woreczki i wywiążę na nich kokardy, to najpierw konkretna praca. Pamiętacie moją lawendę z poprzednich wpisów? Rosła sobie na balkonie. Kiedy zaczęła drewnieć, a kwiaty wysychać, ścięłam ją poinstruowana dobrze (mam nadzieję) i podzieliłam w niegrube bukiety. Na sznureczkach powiesiłam do dołu. Ponieważ kwiaty trochę sypią się, postanowiłam „łapać” je w znaną już na blogu i ulubioną przeze mnie wielofunkcyjną drewnianą donicę 😉 Praca mnie czeka, jak będę przygotowywać susz do woreczków, ale to dopiero we wrześniu. Tymczasem tak pozostawiona lawenda pozwala w spokoju udać się nad morze 😀