nastrojowo

Luty, ciepłe buty i nie tylko zielona herbata

Uwielbiam kawę, której smakowanie jest rytuałem w weekendowe poranki. Jednak w tygodniu, kiedy wczesnym rankiem szykuję śniadanie i łapię obiecany kwadrans tylko dla siebie, parzę zieloną herbatę. Taką mocno ciepłą wypijam wpatrzona, jak w ciszy budzi się kolejny dzień. Tyle nadziei w tych pierwszych tygodniach nowego roku, tyle planów i marzeń utkanych z naszych skrytych pragnień… Wśród nich marzenie dobrych poranków, które zapowiadają zwyczajnie dobre dni.

Naturalnie, że tęskno nam do wiosny. Zrozumiałe, że nikt nie lubi lutego, bo zima już się nudzi, a do wiosny jeszcze kawał czasu. Nieuniknione, że zakupione rośliny z nadzieją utrzymania ich do wiosny prawdopodobnie zmarzną, zanim zacznie się marzec… Ale! Jeśli pozwolimy się zachwycić się tu i teraz poczujemy, że gorąca kawa na zimnie smakuje wyjątkowo, zupełnie inaczej, gdy nie trzeba ogrzać rąk od przytulanego kubka. Właśnie trwają (średnio statystycznie) ferie i przed nami pakowanie walizek albo przynajmniej perspektywa kilku wolnych dni. W Warszawie z początkiem lutego spadł upragniony w grudniu śnieg. Wiem, że jest go więcej gdzieś w Polsce. Najbliższą niedzielną kawę wypiję nad rzeką… a może gdzieś pod lasem. Potem znowu zachwycę się kawą na Krakowskim Przedmieściu. Ale to potem.

Tu i teraz. Luty.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.