nastrojowo

Jakieś czerwcowe popołudnie

Z powodów na oko całkiem błahych, których z racji wagi lekkiej wymienić tu nie zamierzam, postanowiłam świętować poniedziałkowe popołudnie. Odrywając się od stuków klawiatury laptopa (wciąż wyobrażam sobie, jakby to było z najprawdziwszą maszyną do pisania i może dlatego tak stukam…) postanowiłam napoić siebie wykwintną kawą, a domowe rośliny wokół życiodajną wodą z kranu. Następnie zupełnie przypadkowo, krojąc warzywa na najlepszą zupę świata, czyli moją ogórkową, wpadłam na pomysł zrobienia świątecznej sałatki. Tradycyjnie mówi się na nią warzywna lub jarzynowa. Przypuszczam, że jajko jest składnikiem występującym stale. W zależności od domu i upodobań smakowych miesza się ją sowicie z jogurtem lub majonezem. U mnie po wsze czasy będzie to majonez, bo ze smakami dzieciństwa i wspomnień wszelakich nie zamierzam dyskutować. Sałatka ta występuje w moim domu tylko z okazji świąt wielkanocnych lub bożonarodzeniowych. Delektowanie się nią w czerwcowe popołudnie z widokiem na lawendę w balkonowym ogrodzie było przeżyciem niemal metafizycznym. Na to nie wpadł nawet pan Lem, oddając oczywiście należyty szacunek do wszystkiego, co wymyślił i dla nas opisał.
Dobrego czerwcowego popołudnia z pamięcią, że świętowanie zależy od nas, zawsze i wszędzie. Albo bez. Bez świętowania też może być nieźle. To zależy od nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.