literacko

Na dworcowej poczekalni…

Na dworcowej poczekalni wszyscy niemal już spali. Tylko gdzieś pod ścianą kwiliło w wózku czyjeś dziecko. Odruchowo dotknęła brzucha. Miała wrażenie, że pod jej dłonią maleństwo się poruszyło. „To niemożliwe czuć w dziesiątym tygodniu ruchy dziecka”, dźwięczały bezbarwnie słowa lekarza na ostatniej wizycie. Na policzkach czuła jeszcze pożegnalne pocałunki, a dłonie pamiętały wczorajszy uścisk męża. Po chwili pociąg ruszył. Na to wspomnienie ścisnęła powieki nie panując teraz nad płynącymi łzami. „Mieszkanie, zostawili swoje nowe, wyczekane, świeżo urządzone mieszkanie… Pojutrze miał przyjść stół, którego tak długo szukała.” Wyobrażenie stołu na dworcu kolejowym było co najmniej dziwnym uczuciem i odbierało realności zwykłym rzeczom. Stół stał się nieosiągalną abstrakcją, o której będzie marzyć, jak marzy się o spokojnym życiu, egzotycznej podróży czy pierścionku z diamentem.
Dla niej stół był synonimem bezpieczeństwa, ciepła i bliskości. Wokół stołu zbierają się domownicy na niedzielny obiad; przy stole jest szansa zobaczyć się na chwilę, wypijając szybko poranną kawę. Była wdzięczna, że w tej cenie udało się znaleźć prawdziwy, dębowy; dokładnie taki, o jakim marzyła. Przez obfitą nogę, na której opierał krągłości swego prowansalskiego blatu, wyglądał na bardzo ciężki. I dokładnie taki miał być w rzeczywistości. Stół to prawie głowa rodziny, która musi być silna. To skała opierająca się przeciwnościom losu; latarnia morska, której morze nigdy nie zmyje. To drogowskaz dla błądzących w codzienności. Celowe przetarcia farby oszukiwały, że jest meblem z poprzedniej epoki. Takie fundamenty pozwalały uwierzyć, że będzie oparciem dla całej rodziny. Zbliży ich do siebie i udźwignie wszystkie rozmowy, jakie mu zafundują. To niemal pewne, bo gdy będą tak blisko, ciepło wytworzy się samo. Potem to już tylko kwestia czasu, jak poczują się bezpiecznie.
Kiedyś. Z dala od dworcowej poczekalni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.