Przeleciałam galopem przez wrzesień, czego nie mogę powiedzieć o moim remoncie. Cóż pewnie każdy, kto doświadczył odnawiania swego wnętrza, mógłby po zakończeniu wydać bezradnik remontowy. Taki poradnik ku przestrodze z zaznaczeniem na pierwszej stronie, że jeszcze przed rozpoczęciem prac można pójść po rozum do głowy i zrezygnować. Bo jeśli brnąć to tylko z workiem cierpliwości i, o ile to możliwe, workiem pieniędzy. Dla szaleńców, którzy jednak się decydują, przypominam pewną oczywistą prawdę, że tak jak „bez ryzyka nie ma zabawy” tak nie ma remontu bez przygód wszelakich…

Nie na przygodach chcę się skupić, bo świat fantastyki wolę w filmach niż w realu. Wątek sensacyjno – kryminalny też by się znalazł. To kwestia cierpliwości zaprząta mój umysł. Cierpliwość, z którą trudno jest w szkole, w pracy, w kolejce do kasy. Kluczem wydaje się znalezienie cierpliwości do siebie, bo wtedy rozleje się ona z nas na resztę świata. Otóż nie. To dopiero wierzchołek góry lodowej. Cierpliwość kończy się i za każdym razem trzeba ją czerpać (czytaj: uczyć się) na nowo. To chyba najważniejsza rada i zarazem najtrudniejsza, bo jak być cierpliwym, gdy:

– fachowiec nie dotrzymuje terminu, do którego się zobowiązał;

– zrobi inaczej niż się umawiał i będzie zaskoczony i obrażony, że prosimy tak, jak było ustalone;

– świadomy swoich niedociągnięć, aby odwrócić od nich uwagę będzie czarował i opowiadał „co udało się zrobić”;

– wyda wszystkie pieniądze i będzie chciał jeszcze (wiadomo, że wykopiemy spod ziemi, w końcu chodzi o nasze mieszkanie);

– każdy z fachowców w swojej dziedzinie uważa się za mistrza (nie przyjmując do wiadomości powyższej wyliczanki), powie, że „jest drogi, ale najlepszy”, a my z czkawką z opóźnionym zapłonem po opóźnionych pracach będziemy się zastanawiać, co jest nie tak. No co jest z nimi nie tak?!

Napisanie bezradnika jeszcze przemyślę, najpierw muszę zakończyć remont, najlepiej jeszcze przed ubieraniem choinki… Książki na podłodze wyglądają twórczo, drzwi bez opaski drzwiowej działają bez zarzutu, a wystająca z futryny pianka poliuretanowa niczym artystyczne dzieło w stylu industrialnym krzyczy: „Przecież miało być loftowo? No to jest.”

Z dużym zapasem na nowo zgromadzonej cierpliwości witam mój ukochany miesiąc październik. Tak naprawdę jesień nie zaczyna się mimozami, lecz nawłocią pospolitą, której żółte drobne kwiaty mają niewiele wspólnego z mimozami. Jednakże tuwimowskie mimozy zwiastują jesień piękną, romantyczną, cierpliwą. Takiej właśnie sobie życzmy, kochani. Jest pięknie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *