nastrojowo

O świętach, o życzeniach, o nas samych

Dni tuż przed świętami to nic innego jak walka z czasem. Pragniemy zdążyć z zakupami i z posprzątaniem domu; usiłujemy piec, dusić, marynować, aby było idealnie domowo na wigilijnym stole. Pracujemy więcej, śpimy jeszcze mniej niż zazwyczaj łudząc się, że w Nowy Rok odeśpimy. Słuchając Last Christmas od listopada* w grudniu już nie czujemy dreszczy na dźwięki tej melodii, a przecież święta wciąż przed nami.
Grudzień to również koniec roku, czas podsumowań i układania całej poważnej listy planów noworocznych. Dla mnie ten rok był długą lekcją odpuszczania i cierpliwości. Znowu przekonałam się na własnej skórze, że życie to wszystko, co nam się przydarza, kiedy mamy inne plany. Niesamowite były te lekcje, będę z nich czerpać w przyszłym roku, bo gdy praca nabiera tempa odpuszczenie sobie i nieupieczenie ciasta na sobotnie popołudnie, a zakup w pobliskiej cukierni, może być najlepszym, co możemy zrobić. To był dobry choć niełatwy dla mnie rok. Ale łatwo nie jest, gdy wychodzimy ze strefy komfortu. Właśnie wtedy uczymy się i dowiadujemy najwięcej o nas samych. Zdobyłam zawód, o którym skrycie marzyłam, a teraz planuję przyjemnie zmagać się z nim przez długie lata. Wdzięczna jestem za dobrych ludzi wokół, bo człowiek był zawsze dla mnie inspiracją, a to w mojej pracy jest i będzie bardzo potrzebne. Przejrzałam wpisy grudniowe z poprzednich lat i zobaczyłam, że zwyczajnie mam szczęście do ziemskich aniołów, dzięki którym chcę, pragnę, zachwycam się. W grudniu nie myślę marudzić, w grudniu chcę dziękować za wszystko, co dostałam. Jeśli tyle miałabym dostać w przyszłym roku to przede mną kolejny dobry rok. Pisząc teraz myślę, jak bardzo zmienił się świat przez ostatnie dwa lata; jak bardzo podzieliliśmy się rozmawiając o wschodniej granicy, prawach kobiet czy szczepieniach… Boże Narodzenie to zaledwie moment w skali całego roku, ale może właśnie wtedy uda się rozmawiać jakby nie istniały granice? To z pewnością może być życzenie dla nas wszystkich. Kardynał Stefan Wyszyński powiedział: „Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale też za te, które w innych budzi”. To trudne, ale gdyby tak wziąć do serca… to ideał, ale czy nie powinniśmy do niego dążyć?
Jestem totalnym amatorem polskiego hygge, bo w naszej kulturze jest go naprawdę sporo. Jesteśmy towarzyscy i spontaniczni, celebrujemy radość. Nie dajmy sobie wmówić, że tak nie jest. W waszych domach w każdym kącie czai się coś dobrego, co czeka na zauważenie i przytulenie. To może być wspomnienie z dzieciństwa, gdy widzisz, jak twoje dzieci ubierają razem choinkę, a może mruczący kot na ulubionym fotelu, zapach choinki i piernika, którego podjadasz w tygodniu przedświątecznym. To może być dawna koleżanka, która powiedziała coś miłego. Złapcie te momenty i smakujcie, a potem bierzcie kolejne. Podobno „nic nie jest bardziej pożywne od szczęścia. W życiu jak w dobrym jedzeniu warto się rozsmakować” **. I chyba właśnie złożyłam sobie i Wam życzenia świąteczne. Niech tak będzie i jeszcze…
…Wesołych i Świąt!

* To o mnie; nigdy nie przestanę słuchać tego utworu od listopada i wiem, że nie jestem sama!

**Cytat pochodzi z pięknej książki Izy Wojnowskiej „Hygge po polsku”. Wydawnictwo Insignis.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.