-
Luty wczoraj i dziś
To już kolejny luty zawija się, by zrobić miejsce marcowi. Kolejny luty na blogu, który przeszedłby niepostrzeżenie, gdybym z racji pewnego kursu nie zajrzała tu dla porządku. Miejsce, o które w najbliższym czasie chcę szczególnie zadbać i rozwinąć. Ale zanim to się zadzieje, czas na wspomnienie pewnego lutowego wpisu sprzed lat. Wiecie co? To nadal bardzo aktualny tekst i – żeby nie było – z ostatniej chwili: książki drukowane mają się nieźle, więc… jeszcze nie jest z nami tak źle:) Zerknijcie, o czym tak rozprawiałam i co jest nadal aktualne.
-
Z książką Ci do twarzy
W Wikipedii znajduję taką oto definicję: Książka to dokument piśmienniczy, zapis myśli ludzkiej, raczej obszerny, w postaci publikacji wielostronicowej o określonej liczbie stron, o charakterze trwałym. Dzisiejsza postać książki wywodzi się od kodeksu, czyli kartek połączonych grzbietem, które wraz z upowszechnieniem pergaminu zastąpiły poprzednią formę dokumentu piśmienniczego, czyli zwój. Od długiego czasu nieustannie zadziwia mnie fakt, jakie stylowe stało się czytanie. W czasach internetów (podoba mi się tu liczba mnoga – nie mogłam sobie odmówić), wszystkorobiących telefonów i wszystkowiedzących o nas różnych profili, które stanowią czasami o nas więcej niż my sami… Jednym słowem w czasach nowoczesnych szukamy dalej. I na całe szczęście, bo czymże byłaby nasza…