Kiedy powstaje książka z niechęci do czytania dziecku, to jest to ta przekorność autora, która wyszła nie tylko córce pisarza, ale innym dzieciom na dobre. Tak właśnie twierdzi Pani Katarzyna Lengren, córka Pana Zbigniewa Lengrena, który „Gałgankowy skarb” napisał właśnie dla niej. Uznał, że dziewczynka, która nie umie czytać, wiersza nauczy się na pamięć i będzie sobie sama recytować. Zilustrowanie miało dodatkowo wspomóc naukę czytania małej Kasi.
Przy tej historii przypominam sobie, jak bardzo chciałam nauczyć się czytać, gdy miałam zaledwie 5 lat. Mój Tato czytał mi dużo i na szczęście to lubił, bo gdyby nie miał do tego cierpliwości, to nie mógłby napisać dla mnie książki, jak Pan Lengren, ponieważ w przeciwieństwie do niego pisarzem nie jest. A że cierpliwość miał także i do czytania tych samych książek, które w danym momencie sobie upatrywałam, to i ja mimochodem uczyłam się na pamięć. W tamtym czasie moją ukochaną książeczką była „Sójka” Jana Brzechwy. Tak się wyuczyłam, że nawet wiedziałam, kiedy przewrócić stronę na następną. To była z Tatą nasza tajemnica i niejedną ciocię i wujka na to nabraliśmy 
Poszukiwania zagubionej lali w „Gałgankowym skarbie” to wesoło i z humorem spisana historyjka. W szukanie autor angażuje nie tylko całą rodzinę, ale sąsiadkę, kominiarza, nie mówiąc o piesku. Owego pieska upodobała sobie moja siedmioletnia córeczka, która od razu postanowiła go narysować. Są takie ilustracje, które do nas przemawiają i chce się przynajmniej spróbować je narysować. Tutaj jest ich całe mnóstwo. W książce dla dzieci ogromne znaczenie mają rysunki. Fakt, że autorem ich jest sam pisarz stanowi dodatkowy atut. Są zabawne, czytelne i znakomicie uzupełniają treść. Z przyjemnością czytamy i oglądamy książeczkę, która tak swobodnie przypomina dzieciństwo. Jestem wdzięczna Wydawnictwu Babaryba, które pięknie wydało tę książkę, dając jej twardą oprawę i grube karty. W przypadku literatury dziecięcej z pewnością to ważne, trudniej bowiem taką książeczkę zniszczyć. A wiadomo, że gdy często wracamy do ulubionych to ich kartki się zużywają.
Myślę, że „Gałgankowy skarb” to idealna książeczka do takich konszachtów z rodzicami, jakie miałam z Tatą, a z których to płyną same korzyści dla małego czytelnika. Dzięki nauce na pamięć i ilustracjom dokładnie obrazującym treść dziecko prawie niechcący i podświadomie uczy się czytać. Autor nawet się nie spodziewał, że pisze i ilustruje prawdziwy skarb. Cały wspaniały i gałgankowy!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *