Jak to dobrze, że jeszcze wydaje się dobre książki. Jak to dobrze, że wydaje się takie książki dla dzieci, przy których i rodzic może się czegoś nauczyć.
Ale po kolei.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś w trakcie czytania dziecku improwizować, czyli na bieżąco układać zdania, aby opowiedzieć niezgrabnie opowiedzianą bajkę? Czy jesteś poszukiwaczem dobrze napisanych książek i niejedną z bólem serca przeznaczyłeś na wycinanki lub makulaturę? Jeśli tak, to zapraszam do świetnej książki, którą (jak się później okazało) nabyłam w idealnym momencie.

A było to tak…
Parę tygodni temu brałam udział w szkoleniu z pierwszej pomocy. Zainteresowanie tematem pozostawia wiele do życzenia. Ale na szczęście powoli to się zmienia, a jeśli jeszcze prowadzący szkolenie potrafi zaciekawić słuchaczy – Ci czynnie biorą udział w zajęciach praktycznych. Wówczas jest szansa, że ze szkolenia wyjdą prawdziwi ratownicy, którzy w razie potrzeby nie zawahają się użyć zdobytych umiejętności! Jednak takie szkolenie po jakimś czasie łatwo szybko zapomnieć. Chyba, że w jakiś cudowny sposób uda nam się je utrwalić…
Ratownicy to nie tylko Ci duzi, czyli dorośli. Znamy wiele przypadków, kiedy dziecko uratowało kogoś z pożaru, albo przytomnie zadzwoniło po karetkę, kiedy mama zemdlała. Bycia odważnym i chęci niesienia pomocy uczymy się od najmłodszych lat, zatem książka pt. „Łukasz ratuje misia, czyli jak udzielać pierwszej pomocy” Izabeli Michty to niezbędnik dla każdego – dużego i małego. Dokładnie na tę książkę trafiłam w księgarni i skuszona piękną okładką kupiłam od razu. I muszę wyznać, że czytając przeżyjecie razem z dzieckiem świetną przygodę, która w najprostszy i zwyczajnie ładny sposób opowie o udzieleniu pierwszej pomocy. Natomiast niejednego dorosłego utwierdzi, że naprawdę każdy może uratować czyjeś życie.
Autorka książki dzięki wspaniale opowiedzianej historii sprytnie przemyca dokładny przebieg czynności udzielania pierwszej pomocy. Dobrą treść uzupełniają genialne ilustracje Anny Gensler, o czym sami się przekonacie. Dzięki książce przypomniałam sobie szkolenie i wszystko, co zostało na nim powiedziane. Wiem, co trzeba robić, jak będę udzielać pierwszej pomocy. Bo w końcu każda mama, jak słusznie zauważa na koniec autorka książki, jest superbohaterką. Zatem wcześniej czy później trzeba będzie temu sprostać 🙂
A tak już zupełnie na koniec – zazdroszczę Pani Izabeli pomysłu na napisanie tej książki oraz sposobu, w jaki ujęła tak ważny temat. Jednocześnie w imieniu małych i dużych amatorów ratownictwa dziękuję Jej za to 🙂

Drodzy Czytelnicy w te pędy do księgarni!

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *