… nadal nie umiem nie zbierać kasztanów.

Gdy stajemy się duzi, niektórzy nawet dorośli 😉 zapominamy, jakie pozornie zwyczajne czynności sprawiały nam przyjemność.

 

I tak, jak w lato rzadko bywaliśmy w domu, tak wraz z początkiem jesieni i coraz większymi chłodami trzeba było coraz częściej w tym domu posiedzieć. „Siedzieć” to bardzo względne określenie i dla większości z nas (jeśli nie dla wszystkich), nigdy siedzenia nie oznaczało. Bycie mamą, czy tego chcemy czy nie, daje szanse na tego typu wspomnienia. A już na pewno na rozgrzeszenie, kiedy w eleganckim płaszczu zbieram rano kasztany i złote liście, nierzadko podśpiewując pod nosem. Z dzieckiem to wszystko tłumaczy, ale już gdybym była sama to jestem przekonana o dziwnych spojrzeniach w moja stronę. A to przecież dziwne nie jest, bo gdy przychodzi jesień, to wszyscy z naturą zbieracza – chomikarza sięgają do nóg po skarby.

 

Zatem naturalną koleją rzeczy są wszelkie dekoracje w moim domu, które właściwie robią się same. Liście w wazonie, kasztany na półce, szyszki wokół świecy. A to dopiero początek, bo jeśli mamy nieco więcej czasu, klej na gorąco, to wyobraźnia nas poprowadzi. U mnie z pędzącym wciąż czasem ostatnio trochę gorzej. Jednak nie przejmując się tym zbytnio, zbieram po drodze kasztany, kładę w domu na półkę, a potem myślę sobie „z nimi naprawdę nic nie trzeba robić, tylko cieszyć się, że są”.

 

Przyjemnej jesieni bez ciśnienia 🙂

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *