Trafiło mi się w te wakacje, jeszcze przed planowanym urlopem, skorzystać z pewnego uprzejmego zaproszenia. Stąd to całe zamieszanie u mnie w związku ze „zrobieniem sobie wolnego przed urlopem”, ponieważ jestem jeszcze przed urlopem. Szczęściarze z tych, co tak mogą 😉

 

Hołowienki są niedaleko Sokołowa Podlaskiego, gdzie co rano budzi pianie koguta, a wieczór wyznaczają krowy muczeniem upominając się o dojenie mleka. Zwierzęta i ich oporządzanie to większa część dnia każdego mieszkańca wsi, jeśli tylko chce ze swojej ziemi żyć. No właśnie, ziemi. To piękna historia, gdzie aby zjeść ziemniaczki, musiałam wcześniej je sobie wykopać. Aby zjeść mizerię, musiałam wcześniej zebrać ogórki. Aby zjeść poziomkę wystarczyło sięgnąć ręką…

 

 

 

Kolejne przyjemności to kawa z mlekiem, jeszcze ciepłym, prosto od wydojonej krówki. Niebo w gębie. Znacie to? No właśnie, dokładnie tak się czułam, jakbym spijała śmietankę, za którą jestem po stokroć wdzięczna. Bo i te wszystkie dary ziemi, mleko od krowy, jaja od plażujących na wsi kurek, to ciężka praca ludzi. Zachwycałam się spokojem łąk, spacerami jeszcze wolniejszymi, niż te w mieście, zuchwałymi muchami, które nie od razu dają się przegonić. Ale ze świecą czy bez, nie spotkasz na takiej schadzce tutejszego. On owoce swojej pracy kosztuje ostatni, a po pracy jest nie o 17, ale bliżej zachodu słońca.

 

 

 

Każdy dzień na wsi ma swój rytm, którego człowiek nie zaburza. Cudownie było widzieć to z bliska i uczestniczyć w nim. Z wdzięcznością przyjęłam zaproszenie na chwilę dłużej i jak każdy miastowy turysta już nie mogę doczekać się na jutrzejsze pianie koguta, kubek świeżego mleka i garść poziomek prosto z krzaczka 😛

Cudownych wakacji Kochani!!!

 

 

 

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *