Ostatni dzień lata sprzyja pewnym podsumowaniom. Na przykład, czy udało się zrealizować letnie marzenia? Pojechać tu i tam… Spotkać się z bliskimi daleko, a z dalszymi blisko… Przetestować w końcu ten przepis na ciasto z kruszonką… Przypomnieć sobie na urlopie, że jest się na urlopie i zatrzymać się…

 

Bliska byłam nie zatrzymania się wcale, rozpędzona tamtym rokiem szkolnym i wypełnionym kalendarzem. I zupełnie za darmo, jakby w gratisie, bo los rozdaje nam różne prezenty, nierzadko z gratisami właśnie, zatrzymałam się. Bez mojej zgody, nie zapytana o wolny termin w grafiku, zostałam niejako przymuszona do niedziałania. Wszystkie internety świata z moim komputerem na czele zrobiły sobie „out of order”, bo czemu nie?! Tupanie w miejscu, wbijanie pięści w ścianę, wyrywanie włosów – nic z tych rzeczy nie pomogło. A powinno, bo takie ręko- i nogo- czyny to silna dawka energii. Cóż było robić? Buty (akurat to kapcie były) otrzepałam, stopy i dłonie wymasowałam, fryzurę poprawiłam i spojrzałam w kalendarz. Taki obrazkowy, co wisi na ścianie. Tadam, myślę sobie. Witaj o Kochana, Jesieni. Tak tu się wdzierasz, jakby nie wystarczyło, że prawie w mgnieniu oka z 25 stopni na 10 zrzuciłaś, wiadra deszczu lejesz, to jeszcze w kalendarzu mi gmerasz! Wyrzuciłam z siebie trochę więcej tych żali i już więcej nie będę. Teraz tylko łagodnie, bo ja jesień lubię. Lubię bardzo. Przez swoją szarość i łzy na szybie sprawia, że muszę bardziej się starać, więcej światła palić, tam w środku też… Znowu widzieć te wszystkie małe dobre rzeczy, które się zdarzają. I to jest motywujące, a w końcu mobilizujące, bo wracają siły i ze zdwojoną energią będę odhaczać „zrobione” i wreszcie wymyślać nowe marzenia. Ale pst! Na razie wpisuję je w notesie, do kalendarza wrzucę później 😉

 

A wpis miał zaczynać się tak: „Przy akompaniamencie garnkowej perkusji piszę… próbuję… skupić się. Tupot małych i tych trochę większych stóp przerywa każde zdanie w połowie. Na szczęście rok szkolny zaczął się już…”

 

I pewnie, że na szczęście, bo ono czeka tuż za rogiem, a Ty nie musisz ruszać za nim w drogę… Jesienią szczególnie. Witaj Kochana! Potrójne salto dla Ciebie 🙂

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *