Gdy ktoś pyta mnie, jak ogarniam trójkę dzieci, dom i jeszcze coś swojego, odpowiadam – nie ogarniam. Nie ogarniam, nie panuję nad czasem – raczej często on nade mną. Po trochu, ale za to z rosnącą siłą, tracę cierpliwość. Całe złoża cierpliwości…
Kolejne dwie stówy zostawione w aptece, styczeń drogi i długi u mnie, zajmuje prawie 2 miesiące – czemu nie uwzględnią tego w kalendarzu i na koncie?

Kocham go i jednocześnie czekam, aby się skończył…

Z trudem przypominam sobie, że jestem bogata, bo mam buty… Właściwie przypominają mi o tym bliscy – Moniu, dziękuję za użycie moich słów przeciwko mnie… 🙂

Patrzę w kalendarz – na szczęście już zaczął się luty. A ten akurat jest przewidziany w kalendarzu jako najkrótszy miesiąc w roku, więc… bliżej do wiosny, bliżej do lata i wakacji. Nie szkodzi, że dekorowanie stycznia, gdyby nie szarlotka 😉 udało mi się średnio. Gdyby nie sernik, upieczony przez mojego męża tak po prostu i gdyby nie przepyszny, bo gotowany z uczuciem przez moich Przyjaciół rosół, dostarczony prosto na stół, to mogłabym butów w ogóle nie znaleźć.

A przecież „idzie luty, podkuj buty”.

 

 

Moje odnalezione, podkute miłością bliskich, troską przyjaciół i wiarą w krótki miesiąc, gotowe do drogi 😉

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *